Często spotykamy ogłoszenia: “sprawdziany, klasówki, testy, nadrabianie zaległości, egzaminy, przygotowywanie” i tak podobnie. W ten sposób ogłaszają się nauczyciele oferujący korepetycje czyli dodatkowe lekcje udzielane prywatnie w zaciszu domowym. Ilość chętnych na takie lekcje wzrasta zawsze w gorących okresach kiedy w szkołach zbliżają się egzaminy, testy czy matura.
Oczywiście korepetycje nie są tanie. Decydując się na takie lekcje dla swego dziecka musimy się liczyć z dość poważnymi wydatkami, bowiem jedna lekcja u dobrego korepetytora to koszt nawet kilkadziesiąt złotych. Szczególnie jeśli jest to angielski lub jakiś inny, równie popularny język obcy.
Często jednak rodzice nie zdają sobie sprawy, że korepetycje to nie cud, który pozwoli w krótkim czasie nadrobić wieloletnie zaległości. Niestety, jeśli się olewało naukę przez cztery lata ogólniaka, to trudno to nadrobić w ciągu dwóch miesięcy, nawet intensywnych przygotowań u najlepszego korepetytora. Jednak wielu uważa, że skoro płaci to wymaga i… domaga się cudów u swojego leniwego dzieciaka…. Jednak język angielski, fizyka czy matematyka nie daje się “zaimplantować w głowie w ciągu kilkunastu lekcji i nic nie zastąpi systematycznej nauki.